
Każdy start w rajdach terenowych to zupełnie nowa historia. I choć bardzo czegoś chcesz, nie zawsze wszystko układa się tak, jak sobie wymarzysz – taki jest ten sport. Kolejną rundą moich tegorocznych zmagań był rajd rozgrywany w malowniczej hiszpańskiej prowincji Ekstramadura, na samym pograniczu hiszpańsko-portugalskim. Rajdowa baza mieściła się w urokliwym Badajoz, a same odcinki specjalne przekraczały granicę obu państw. Na starcie stanęło około 80 motocyklistów oraz 50 załóg samochodowych, co zapowiadało zaciętą rywalizację.
Dzień zapowiadał się ekstremalnie. Przed nami było ponad 740 kilometrów jazdy, wliczając w to dojazdówki. Prognozy pogody były alarmujące, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania. Temperatura momentami przekraczała 45°C i była wręcz nie do zniesienia. Do tego stopnia, że kilku zawodników trafiło do szpitala z powodu przegrzania organizmu. Starałam się nawadniać najlepiej, jak mogłam. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek podczas jednego dnia wypiła prawie 6 litrów wody (i drugie tyle wylała na siebie). Dodatkowo sytuację komplikowało osłabienie. Tuż przed wyjazdem dopadło mnie mocne przeziębienie, które w tym upale podwójnie odbierało siły.
Po przygodach na prologu startowałam z dalszej pozycji, co oznaczało jedno: od pierwszych kilometrów musiałam nadrabiać straty. Zaczęłam sukcesywnie wyprzedzać wolniejszych zawodników, jednak potworne ilości kurzu wiszącego w powietrzu sprawiały, że jazda momentami stawała się naprawdę niebezpieczna. Trasa była bardzo szybka, śliska, twarda, dziurawa i usiana kamieniami. Wiodła przez wzgórza z przepaścistymi zakrętami, wąwozy oraz malownicze hiszpańskie farmy oddzielone kamiennymi murkami.
Najważniejsze informacje:
- Joanna Modrzewska wystartowała na motocyklu marki Triumph – to TF450E.
- Polka ukończyła Baja Ekstremadura 2026 na 2. pozycji w klasyfikacji kobiet.
- Na 30. kilometrze Modrzewska straciła nawigację. Dodatkowo walczyła z ponad temperaturą przekraczającą 45°C.
Przeczytaj koniecznie:
Teraz już nie będzie tłumaczenia, że za ciężki. Triumph TF 250-E to enduro dla każdego [VIDEO]
Kluczowe problemy techniczne zaczęły się około 30 km. Najpierw awarii uległo sterowanie roadbookiem, a chwilę później, na jednej z kamienistych sekcji, straciłam tablet z książką drogową. W jednej sekundzie zostałam bez nawigacji. Szybka, płynna jazda się skończyła. Musiałam polegać na śladach innych zawodników, a po kilku błędach nawigacyjnych zweryfikowałam plan: celem nadrzędnym stało się dotarcie do mety i uratowanie cennych punktów w klasyfikacji sezonu. W tym miejscu muszę pochwalić mój motocykl – Triumph TF 450E był jedyną rzeczą, która tego dnia nie sprawiła najmniejszego problemu. Przy morderczym upale i wymagającej trasie sprzęt po prostu bezbłędnie robił swoje.

Po zjechaniu z pierwszej pętli i krótkim, 30-minutowym serwisie, byłam mocno wycieńczona fizycznie i psychicznie. Szczerze mówiąc, ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było ponowne wsiadanie na motocykl. Przez chwilę walczyłam sama ze sobą i ze zdrowym rozsądkiem, ale finalnie ruszyłam dalej. Ze względu na opóźnienia oraz ekstremalne warunki, organizator podjął decyzję o skróceniu drugiej pętli o około 150 km. Mimo to, spędziliśmy na motocyklach kilkanaście godzin.

Kiedy przekroczyłam linię mety w Badajoz, nie było wielkiej euforii. Była przede wszystkim ulga, że mimo awarii, choroby i upału, dowiozłam ten rajd do końca. Rajd ukończyłam na 2. miejscu w klasyfikacji kobiet oraz na 52. pozycji w klasyfikacji generalnej. Z perspektywy czysto sportowej czuję niedosyt, ale cieszę się, że mimo tylu przeciwności nie poddałam się i obroniłam punkty w sezonie. Wywożę z Półwyspu Iberyjskiego kolejny potężny bagaż cennego doświadczenia.
Lekcja odrobiona. Ciśniemy dalej – kolejna runda już za miesiąc! Ciężka to była przeprawa, ale jestem mega szczęśliwa z mojej przesiadki na Triumpha.

Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.





